Darmowa wysyłka od 50,00 ! Tworzymy kraftowe herbaty BIO

Kategoria: O herbacie

Jewels – ryba w herbacie

Święta za pasem, a święta kojarzą się z…. oczywiście rybą w galarecie 🙂 a może nie te akurat święta, może to na Boże Narodzenie jemy rybę w galarecie? Mhh, na obczyźnie i to w dodatku w kraju, który “naszych” świąt nie obchodzi, trochę się to zaczyna mieszać. Tradycyjnie czy nie, pewna jestem, że ryba w galarecie na wielu świątecznych stołach w Polsce zagości i dlatego chce zaproponować miłośnikom tej potrawy jej altenatywną wersję, którą polecam także wszystkim uwielbiającym błyskotki fashionistkom. Bo moja ryba nazywa się “ jewels” i jest piękna lekka i zdrowa, a do tego, ze względu na dodatek herbaty ( oh, tak herbaty!) bardzo elegancka 🙂

Do przepisu odpowiednia jest delikatna, biała ryba. Ja używam ryby o japonskiej nazwie “tara” 鱈” czyli “ Śnieżna Ryba”, czyli po polsku, po prostu dorsza. Dorsz jest delikatny, mało rybny, a prawie słodkawy w smaku. Nie wymaga silnych przypraw. Nawet nie wymaga soli. Dlatego będzie świetnym tłem dla naszych herbacianych klejnotów..

Dorsza czyścimy I filetujemy, chyba że mamy juz gotowe filety, wtedy sprawa jest bardzo prosta. Następnie  przygotowujemy prosty wywar, w którym przez chwilkę bedziemy dorsza gotować. Taki rybny bulion. Skladniki bulionu: glony wakame, suszony tuńczyk (bonito), kolendra i plasterek świeżego imbiru. W Japonii można kupić gotowe torebki ze wszystkimi składnikami na bulion rybny, jesli znajdziesz takie w Polsce, Drogi Miłośniku herbaty, to super. Jeśli nie i jeśli mieszkasz z dala od sklepu w, ktorym kupisz suszonego tuńczyka, to możesz użyć alternatywnego przepisu, gotując bulion na głowie dorsza z dodatkiem kolendry. Możesz też zaszalec i dodać do bulionu inne zioła, np, pietruszkę czy majeranek. Tylko bez przesady. Chodzi bowiem o to, aby bulion byl delikatny i elegancki, a dominujacym smakiem była mieszkanka herbaciana. Pamietajmy, ze bulion nalezy gotować od zimnej wody i wyłączyć w kilka chwil po zagotowaniu. W ten sposób uzyskujemy czysty bulion o delikatnym smaku.

Po zagotowaniu, z  bulionu wyjmujemy wszystkie składniki i do czystego bulionu wkładamy rybę. Możemy pojroić ją w małe kwałki lub dodać całą– w zależności od naszego pomysłu na prezentację potrawy.

Po chwili ryba powinna być gotowa.. Nie przegotowujmy jej bo się rozpadnie I straci swoja sprężystość.. Wyłączany gaz i  do tak ugotowanego bulionu dodajemy  zapażoną

wcześniej herbate Kame. Nie mogę wprost nacieszyć się tą wspaniałą mieszanką. Nie dość, że jest świetna  zarówno na ciepło jak i na zimno, to jeszcze ma niegraniczone zastosowanie w kuchni, wspaniale komponując się z wieloma potrawami. Do ryby będzie idealna!

Herbatę parzymy dość mocną, ale bez przesady, bo inaczej będzie miała zbyt dużo goryczy. Ja przygotowuję napar z dwóch łyżek mieszanki na 250 ml wody I zaparzam przez jakies 10 minut.

Rybę wyjmujemy z zupy, a wywar dzielimy na trzy części. Jedna posłuży nam jako bulion do zalania ryby, już na talerzu. Z drugiej części zrobimy “jewels” czyli galaretkę, a z trzeciej krem z tofu.

I teraz wchodzi kolejny składnik czyli żelatyna. Przeciwników żelatyny zacheęcam do użycia jej wegańskich zastępników, ja jednak myślę,  że do tego przepisu żelatyna pasuje najbardziej.

Po pierwsze przygotowujemy jewels – co jest bardzo proste bo musimy tylko wymieszać nasz rosołek z żelatyną.  Proporcje takie jak podano na opakowaniu. Spróbujcie smak. Powinien być niezbyt intensywny ale smaczny i  świeży.. Jesli taki nie jest można rosołek odparować lub dodać trochę  więcej herbaty. Mieszankę rozlewamy na płaskie  naczynie i wstawiamy do lodówki.

Krem z tofu będzie równie prosty. Potrzebujemy kawałek, jakieś 50 gr miękkiego tofu na osobe. Dodajemy do niego jakieś 30 ml wywaru z rozpuszczoną wcześniej żelatyną, mieszkamy i wstawiamy do lodówki.

Kiedy żelatyna stężeje, wycinany z niej nieregularne kółka, a tofu wyciskamy przez rekaw cukierniczy.

Dekorujemy talerz. Najpierw świeży ogórek pokrojony w plastry, na nim krem z tofu i Kame, na górze układamy  rybę, przybieramy kolendrą, obok galaretkowe kółka, zalewamy bulionem.

Błyszczą jak klejnoty, prawda? Smacznego!

Historia zielonej herbaty

Drodzy Miłośnicy Herbaty,

Kiedy myślimy o Japonii, prawdopodobnie jedno z pierwszych skojarzeń jakie przychodzi nam do głowy to herbata, prawda? Oczywiście Japonia jest przede wszystkim królestwem herbaty zielonej. Owszem, Japończycy cenią także inne rodzaje herbaty na przykład herbatę czarną, a także kawę ale o tym opowiem przy innej okazji. Dziś pierwsza odsłona  o herbacie zielonej, która jest dla Japończyków tak ważna, że można ją określić mianem japońskiego napoju narodowego.

W Polsce nie ma silnej tradycji picia herbaty. Odmiana najbardziej popularna to przecież „herbata torebkowa”. I pewnie nic złego nie ma w samej torebce ale już jakość herbaty ma znaczenie dla naszego zdrowia.  Taka tylko zalana wrzątkiem herbatka, która zabarwi nam wodę na ciemny brązowy kolor, owszem wypić się da, szczególnie po dodaniu cytrynki, a jak dodamy cukru to pewnie nawet przywoła wspomnienia z dzieciństwa ale niestety taka herbatka często jest barwiona sztucznie i ten ciemnobrązowy kolor, który uzyskujemy chwile po jej zalaniu wrzątkiem wcale nie pochodzi z naturalnego koloru herbaty. Dlatego jeżeli poza doznaniem emocjonalnym chcemy jeszcze skorzystać  z właściwości zdrowotnych herbaty, należy wybrać herbatę dobrej jakości. Jednak aby zrozumieć na czym polega ta jakość herbaty należy dowiedzieć się nieco więcej o jej historii i uprawie. Herbata nie jest nam tak bliska jak popularne w Polsce zioła, o których czytamy w podaniach i legendach, którymi leczyła nas mama czy babcia i których właściwości znamy i wykorzystujemy zarówno w kuchni, medycynie jak i kosmetyce. Jednak pijąc filiżankę herbaty kosztujemy napój, którego produkcja doskonalona była przez wieki. Dlatego, aby prawdziwie docenić ten napój, chcę dziś przybliżyć historię  herbaty zielonej, a właściwie herbaty po prostu bo każda herbata pochodzi z jednego krzewu, ale o tym już pewnie wiecie z jednego z wpisów Kasi dlatego ja skupię się dziś  na herbacie zielonej, a przede wszystkim japońskiej herbacie zielonej bo bliska skórze koszula.

Zielona herbata przybyła do Japonii z Chin oczywiście. Stąd nazwa herbaty po japońsku, to tak jak w Chinach – ocha.W roku 806 drzewka herbaciane przywiozło do Japonii dwóch mnichów Kukai i Sencho, powracających z wyprawy mającej na celu poznanie filozofii buddyzmu. W Chinach herbata była napojem docenianym już od czasów legendarnych (kiedy to listek z dzikiego krzewu herbaty wpadł do czajniczka, w którym gotowana była woda dla  miłującego naturę i zielarstwo, legendarnego cesarz Shennong, a cesarz zachwycił się jej smakiem), a zgodnie z dowodami naukowymi od drugiego stulecia przed naszą erą. Początkowo spożywana była głównie jako napar leczniczy lecz wkrótce także ze względu na walory smakowe. I kiedy mnisi przyjechali do Chin, herbata pita była na dworach możnych i władców, a jakość  podawanej w domu herbaty była oznaką luksusu i zamożności gospodarza. Delikatne podniebienia mnichów, którzy również pochodzili z możnych rodów japońskich, doceniły smak napoju. Jednak popularyzację  herbaty Japończycy zawdzięczają innemu mnichowi, Eisai, który w XIII założył plantację  herbaty w Obuku w rejonie Uji i zapoczątkował modę na picie zielonej herbaty. Rejon Uji słynie z doskonałych warunków do uprawy herbaty i w tym rejonie po dziś dzień powstaje herbata najwyższej jakości. Inne miejsca słynące z wysokiej jakosci zielonej herbaty to region Kagoshimy i Shizuoki. Wyobraźmy sobie taki typowy japoński obrazek: spokojne, zasnute mgłą góry, strumyk, drzewka herbaciane…W takich właśnie  miejscach herbata rośnie najlepiej. Bogate w minerały wulkaniczne gleby, ciepłe dni i chłodne noce, a jednocześnie brak przymrozków za sprawą wiejących wiatrów, to doskonale warunki do uprawy najwyższej jakości japońskiej zielonej herbaty.

Z przywiezioną z Chin herbatą Japończycy, jak to Japończycy, zaczęli oczywiście eksperymentować aby doprowadzić ją do perfekcji po japońsku ( tak jak i dziś Japończycy pracują nad wszystkim nowinkami przywiezionymi z zachodu aby były jeszcze lepsze) pracując nad sposobem jej uprawy i obróbki. I tak okazało się, że inny napój uzyskuje się z herbaty rosnącej w słońcu, inny z tej rosnącej w miejscach okresowo zacienionych. Opracowano także inną niż w Chinach metodę obróbki cieplnej herbaty polegającą na gotowaniu na parze ( zamiast stosowanego w Chinach palenia czy prażenia).

Prawdopodobnie początkowo proces ten stosowany był także w celu uzyskania konkretnych walorów smakowych i tzw. smaku umami, tak cenionego przez Japończyków. Dzis jednak wiemy, że celem gotowania na parze jest dezaktywacja enzymu, który zawierają liście herbaty, przez ciepło.

 Gotowanie na parze zapobiega procesowi oksydacji herbaty. Po gotowaniu na parze liści przez 15-20 sekund suszy się je, a następnie roluje. Dzięki rolowaniu liście zachowują swój kolor, a także właściwości odżywcze.  Rezultatem tych zabiegów jest wyjątkowy, bogaty i intensywny smak japońskich zielonych herbat, ich zbalansowany i wyrafinowany smak.

I chociaz nie ma sensu rozważać wyższości japońskiej herbaty zielonej nad chińską  i odwrotnie, to osoba doświadczona w piciu herbaty po smaku i wyglądzie potrafi rozróżnić z którego kraju pochodzą przetworzone listki.

Krótki przewodnik po typach japońskiej herbaty zielonej:

Ryokucha – to ogólnie  zielona herbata, a wśród niej:

Gyokuro- herbata jadeitowa, najwyższej jakosci zielona herbata powstająca z roślin z pierwszego lub drugiego zbioru, z upraw czasowo zacienionych. Herbaty z upraw niezacienionych mają większą zawartość witaminy c i tanin.

Sencha – najpopularniejsza w Japonii herbata zielona dobrej jakosci, z listków z pierwszego zbioru i upraw eksponowanych na słońce ( niezacienianych).

Genmaicha – to sencha lub bancha z prażonym ryżem

Bancha- herbata nieco niższej jakosci, z 4 lub 5 zbioru.

Sproszkowana zielona herbata Matcha – herbata najwyzszej jakosci zmielona na drobniutki pyłek. Używana podczas ceremonii herbaty ale także do produkcji  deserów i lodów.

Konacha – herbata powstająca z małych listków, łodyżek i pozostałości po przygotowaniu gyokuro czy sencha. Często podawane jest w restauracjach sushi jako bezpłatny serwis. Pomimo, iż jest to herbata niższej jakosci Japończycy uważają, ze świetnie pasuje do niektórych potraw typu sushi.

Hojicha – palona herbata zielona. Wyglądem tej „ zielonej” herbaty zupełnie nie przypomina bo ze   względu na inny sposób obróbki ma kolor ciemnego bursztynu. Smak hojichi jest również wyjątkowy, dymny, dla niektórych przypomina palony karmel, dla mnie jest orzechowy. Uwielbiam hojiche. Podobno jest świetna na trawienie i moim zdaniem faktycznie działa.Szczególnie polecana jest po obfitym lub tłustym posiłku.

Wyrazem szacunku jakim ludy wschodnie zarowno Chińczycy jak i Japończycy dążą herbatę jest obecna w obu kulturach ceremonia parzenia herbaty. Ciekawostkami na ten temat jeszcze kiedyś podzielę się na łamach tego bloga, musimy jednak zdać sobie sprawę  jaka ważny i wyjątkowy musi być to napój skoro doczekał się swojego rytuału.

Jak prawidłowo zaparzyć zielona herbatę? Listki umieszczamy w zaparzaczu lub na sitku i zalewamy wodą o temperaturze 90 stopni lub mniej. Ponieważ zazwyczaj nie używamy termometrów ( prawda?), podpowiem, że  wystarczy zagotować wodę i odstawić po ugotowaniu na 2 minuty żeby wystygła. Po chwili parzenia herbatka nadaje się do picia.

Japończycy wierzą, że  swoją  długowieczność i świetną sylwetkę zawdzięczają między  innymi i przede wszsytkim piciu zielonej herbaty. Stosują ją jako lek na różne dolegliwości, miedzy innymi  oczyszczający organizm, spalający tłuszcz, a także kosmetyk i odświeżacz do ust.

Droga do długowieczności – ANTYOKSYDANTY.

Czy wiecie co mam na myśli, pisząc, że herbata to napój zdrowotny? Czasami mam wrażenie, że nadużywam tego stwierdzenia, aczkolwiek wydaje mi się, że o dobrych rzeczach powinno się głośnio i często mówić. Do ponownego poruszenia tego tematu, zainspirował mnie pewny live z IG na profilu @jaknieumrzec, dziewczyny intensywnie poruszyły temat antyoksydantów i ich  pozytywnego wpływu na cały nasz organizm.

Nasza odporność jest non stop wystawiana na próbę. Wiemy to i bardzo nas to boli. ☹ Codzienne czynniki jak zanieczyszczenie środowiska, czy zła dieta, mają na nią ogromny wpływ, a gdy dojdzie coś ekstra np.: nagły stres lub nieprzespana noc, nasz organizm broni się jak może, ale aby dał sobie radę w tych trudnych sytuacjach, musimy o niego dbać profilaktycznie. Codziennie.

Antyoksydanty to naturalne przeciwutleniacze, które neutralizują wolne rodniki w organizmie. Wolne rodniki powstają w organizmie w wyniku utleniania, przy niesprzyjających warunkach. Stres, zła dieta, używki, brak ruchu, leki, bezsenność, do tego dołóżmy jeszcze zanieczyszczenie środowiska i promieniowanie słoneczne. Aż strach się bać ☹. Jak widać, nie wszystko jest zależne od nas, ale możemy pomóc naszemu organizmowi walczyć z tymi czynnikami, lub przygotowywać go do tej walki stosując profilaktykę.

Jak to zrobić? Regularnie, codziennie dostarczać sobie antyoksydantów. Oczywiście zdrowy styl życia i relaks są w to wpisane. Udowodniono, że Japończycy, którzy piją zieloną herbatę kilka razy dziennie, żyją dłużej i mnie chorują. W Japonii herbata to must have everyday i wg nich to droga do długowieczności.

Jakie jest ich źródło? Rośliny, naturalnie, oraz kraftowa herbata😊!

Zawartość katechin (antyoksydantów w zielonej herbacie) w herbacie zależy od tego, jak liście są przetwarzane przed suszeniem, a także od położenia geograficznego i warunków wzrostu.

Pochodzenie herbaty, jest niesamowicie istotne! Tylko czysta roślina, która rośnie w żyznej glebie, ze zróżnicowaną fauną i florą, z dala od konwencjonalnych upraw, ma szansę dostarczyć nam antyoksydantów, witamin i mikroelementów.

Ogromne konwencjonalne uprawy, gdzie nagminnie stosuje się wszystkie możliwe pestycydy, nie dba o jakoś powietrza, gleba jest wyjałowiona, ponieważ rośnie na niej tylko jeden rodzaj rośliny, jest biedna. Dookoła nie ma nic i podobnie będzie z herbatą zebraną w takim miejscu. To smutne…

W Brown House & Tea wiemy o tym doskonale i robimy wszystko inaczej. Począwszy od tego, że nasze herbaty rosną dziko. W zróżnicowanym ekosystemie, który bogaty jest w różne rośliny, biegają tam zwierzęta, latają owady i pełzają robaczki. MIKROBIOM. Natura taka, jaka powinna być wszędzie- tylko wtedy ma to sens.

Cały czas interesujemy się uprawami, z którymi współpracujemy. Dokładnie wiemy gdzie i jak rośnie każda roślina i co się z nią dzieje po zebraniu. Każdy proces obróbki jest nam dobrze znany, a smak i wygląd herbaty zawsze to potwierdza. Dbamy i pilnujemy tego bardzo mocno- to dla nas najważniejsza sprawa!

Aby nasz wysiłek (choć picie herbaty nie do końca jest mega wysiłkiem😊) nie poszedł na marne, wybierajmy tylko herbaty o wysokiej jakości, dobrze przetworzone, organiczne, czyli bio i kraftowe. To bardzo ważne, bo tylko wtedy mamy pewność, że to co pijemy jest zdrowe i pozytywnie wpłynie na nasz organizm.

Polecam picie herbaty minimum trzy razy dziennie. Każda herbata będzie dobra, ale szczególnie, w tym temacie, wyróżnia się zielona japońska herbata.  

Naukowcy (test Oxygen Radical Absorbance Capacity ORAC) stwierdzili, że zarówno zielona, ​​jak i czarna herbata mają znacznie wyższą aktywność przeciwutleniającą w stosunku do rodników nadtlenowych niż warzywa, takie jak czosnek, jarmuż, szpinak i brukselka!

Używając testu Tocol Equivalent Antioxidant Capacity (TEAC), naukowcy umieścili epikatechinę i katechinę wśród najsilniejszych z 24 polifenolowych flawonoidów pochodzenia roślinnego!

Co to oznacza? Herbata to na pewno napój zdrowotny 😊!

Tajemnica parzenia herbaty. Prosto i szybko.

Czarna herbata to z pewnością najpopularniejsza odmiana. Każdy ją zna, każdy ją pije i chyba każdy ją lubi. A jeśli nie lubi, to znaczy, że nie próbował jeszcze dobrej😊

Czarna, to tak naprawdę czerwona! Prawda czy fałsz? Jeśli sięgniemy do źródła, czyli do rdzennej chińskiej terminologii, dowiemy się, że czarna herbata wcale nie powinna być czarna czy brązowa. Prawdziwa, dobrej jakości, bardziej skłania się ku czerwieni, niż ku ciemnym, mrocznym barwom.

A smak?- zapyta ktoś, kto za nią nie przepada. Smak powinien być aromatyczny, ale delikatny. Jeśli po pierwszym łyku czujemy goryczkę lub kwaśny smak- lepiej nie bierzmy drugiego…

Kraftowa herbata to zupełnie coś innego, niż konwencjonalna lub ekspresowa. Różni się praktycznie wszystkim, począwszy od miejsca, w którym rośnie. Wyobraź sobie dzikie lasy, z całym wachlarzem roślin i wolno żyjących, szczęśliwych zwierząt. Natura nietknięta ręką człowieka…, a w środku jeden z najstarszych organicznych, ogrodów herbacianych na świecie i swobodnie rosnące krzewy herbaty. Klimat nie do opisania… Mam to szczęście, że udało nam się sprowadzić ten piękny obraz do naszej manufaktury.

Wracając na ziemię😊 Wymarzoną herbatę już mamy, teraz czas, aby porządnie ją przygotować i, co najważniejsze, nie zepsuć. Tak, to prawda, możemy zepsuć herbatę! Nie wymaga ona tyle wysiłku, co zrobienie ciasta lub obiadu dla całej rodziny. Przygotowanie herbaty jest proste i szybkie, i chyba właśnie dlatego równie prosto i szybko można tu polec.

Ważny punkt pierwszy- nie zaparzaj herbaty wrzątkiem! Herbata zawiera całą masę zdrowotnych właściwości, antyoksydanty, polifenole, witaminy etc., wysoka temperatura zabije większość z nich. A smak też nas nie zachwyci, szczególnie gdy poparzymy język☹

Czarna herbata najlepiej czuje się temperaturze 90-95 stopi, ale lubi się w niej kąpać tylko kilka minut. Jest to sprawa indywidualna, bo czas parzenia odpowiada za końcowy smak i intensywność, ja proponuję od 2 do 5 minut. Lubię herbatę delikatną, więc zazwyczaj jest to 90 stopni i 2 minuty. Gorzka jest przepyszna, ale można oczywiście skorzystać z różnych dodatków, syropów, słodzików czy owoców. Nigdy nie słodzę białym ani brązowym cukrem! Ten sposób powinien być zakazany. Cukier, podobnie jak wrzątek, mocno obniża właściwości herbaty. . Ja jeśli mam ochotę na coś słodszego, dodaję łyżeczkę syropu klonowego lub ksylitolu.

Mniam😊

Kasia

Nastrój się na wiosnę

Na początku lutego, wraz z Michałem i naszą córką Mią, zaczęliśmy przygotowywać nasze organizmy do przesilenia wiosennego. Spróbowaliśmy takiej praktyki po raz pierwszy w zeszłym roku podczas przesilenia jesiennego. Codziennie piliśmy, odpowiednie na te porę, herbaty i napary- bardzo regularnie, już od polowy sierpnia. Patrząc lata wstecz i na nasz wiek dzisiaj (średnia 35) zaczęliśmy zauważać, że łatwiej chorujemy i szybciej się męczymy, niż 10 lat temu.

Od dawna wczytujemy się w rytuały budowania odporności poprzez kultury azjatyckie (gł. Michał, który lata temu studiował medycynę naturalną), w końcu mamy na co dzień do czynienia z herbatą 😊. Michał swojego czasu mocno cierpiał na łuszczycę, która od kilku lat znacząco się uspokoiła, więc zainteresowaliśmy się alternatywnymi metodami leczenia i budowania odporności jeszcze bardziej.

Praktyka picia odpowiednich herbat (chodzi tutaj o rodzaj herbaty i dodatki) w odpowiednim czasie ma ogromne znaczenie. Zimą, kiedy na zewnątrz temperatury są minusowe, jest ciemno i mokro, a my się odpowiednio nie rozgrzewamy, nasze emocje mogą przejść na złą stronę mocy, co powoduje złe samopoczucie i obniża odporność. Aby zbalansować to zimno, potrzebujemy nie tylko chwilowo ogrzać się herbatą (to nie przyniesie efektu długofalowo), ale pić herbatę, która przyspieszy metabolizm, spowoduje, że nasze krążenie faktycznie zacznie dostarczać ciepło w wychłodzone dłonie i stopy.

Tradycyjna medycyna chińska mówi nam, że najważniejsze to zachować balans (ostatnio często o nim słyszymy, w różnych kontekstach naszego życia), ale niestety, z czasem, przestajemy zwracać uwagę na szczegóły, na to co podpowiada nam Matka Natura.

Herbata nie rozwiąże magicznie naszych problemów, więc spróbujmy choć trochę, po kolei… Możemy być pewni, że kiedy odpowiednio nastroimy nasz organizm na wiosnę, to wjedziemy w tę cudowną porę roku, z nową siłą, bez zbędnej czkawki. Nasza Cythna i Tilsa to herbaty na bazie czerwonokrzewu afrykańskiego. Pochodzenie zobowiązuje, więc na pewno rozgrzeją nas tak, jak tego potrzebujemy. W połączeniu z dobrze dobranymi dodatkami, zwiększymy odporność i porządnie nastroimy się na wiosnę.

Jeśli nie lubicie rooibosa, alternatywą może być również picie czarnej herbaty BIO wysokiej jakości. Dlaczego BIO? Ponieważ herbata to przede wszystkim napój zdrowotny, jeśli ma nas oczyszczać to nie powinien nas zaśmiecać😊.

Pijmy herbatę na zdrowie! Na wiosnę!

Kasia Skałba

Herbaciany strażnik organizmu. Polifenole w herbacie.

Często zdarza mi się wywołać zdziwienie na twarzach ludzi, gdy w potoku moich słów, padnie stwierdzenie, że wszystkie rodzaje herbaty pochodzą z tej samej rośliny. Jeśli i Ciebie to zaskoczyło, to nie nie miej do siebie pretensji, wręcz przeciwnie! Fajnie, że szukasz nowych informacji na tematy, niby oczywiste, z życia codziennego, a jednak zaskakujące.

Roślina Camelia sinesis, czyli herbata to część życia każdego z nas, od małego. Przyzwyczailiśmy się do tego napoju i często traktujemy go jak stały element dnia. I super! Herbata, to drugi, zaraz po wodzie, najczęściej spożywany napój na świecie. Bez wody nie dalibyśmy rady, to pewne! Ale ja nie dałabym rady również bez herbaty. A raczej, herbat.

Dobierając różne rodzaje i gatunki herbat, możemy ułożyć sobie świetny, dzienny plan dostarczania do naszego organizmu wartości zdrowotnych. Witamin, minerałów, ale przede wszystkim polifenoli. To właśnie im chciałabym poświęcić dziś największą uwagę.

Zacznijmy od najważniejszego- polifenole, czyli naturalne przeciwutleniacze, występują w każdej herbacie. To proces przetwarzania liści, zaraz po zbiorach, warunkuje ich stężenie/ilość. Te specjalne wyłapywacze wolnych rodników, w herbacie nazywają się katechinami. W badaniach laboratoryjnych stwierdzono, że hamują one wzrost komórek nowotworowych, a nawet uruchamiają ich program samozniszczenia (apoptozę). Polifenole są niezwykle ważnymi elementami codziennej diety. Zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób układu krwionośnego i powstania nowotworów, w ostatnim czasie właśnie za to są najbardziej cenione. Wychwytują i niszczą wolne rodniki, dzięki czemu organizm się oczyszczona i regeneruje. Mają multi działanie: przeciwnowotworowe, przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne oraz przeciwgrzybicze. ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
Największe stężenie polifenoli znajduje się w pączkach liściowych i młodych listkach. Tuż po zebraniu są one poddawane procesowi więdnięcia, suszenia i niepełnej fermentacji. Tak właśnie powstaje delikatna biała herbata. Posiada największa ilość polifenoli, witaminy C i kofeiny oraz działa silnie antyoksydacyjne. ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
Pod względem stężenia przeciwutleniaczy, białą herbatę, mocno dogania zielona. Listki zielonej herbaty również powinny być młode i niepoddawane wieloetapowej obróbce. Przy przetwarzaniu zielonej herbaty zahamowany jest proces utleniania, dzięki czemu niesfermentowane liście zachowują większą ilość dobroczynnych katechin. Zielona herbata obfituje więc w związki wykazujące właściwości przeciwnowotworowe, takie jak: flawanole i flawony oraz witaminy: C, K, E, B oraz jony potasu, fluoru oraz glinu. ⠀⠀⠀

Chcąc w pełni skorzystać z tych wszystkich dobrodziejstw herbaty, musimy zwrócić jeszcze uwagę na czas i temperaturę parzenia herbaty. Polifenole są niezwykle podatne na wysoką temperaturę i działanie innych substancji. Zarówno biała, jak i zielona, obie nie lubią bardzo gorącej wody i długiego moczenia. Idealna temperatura to 65-80 stopni, w zależności od gatunku suszu. Zawsze sprawdzajmy rekomendacje producenta na opakowaniu.

Pamiętajmy o jeszcze jednej istotnej sprawie. Co prawda wspominam o niej na końcu, ale jest to tylko w formie przypominajki. Aby w pełni dostarczyć do organizmu właściwości zdrowotne herbaty, wybierajmy te liściaste i ekologiczne. Tylko czysta i autentyczna herbata ma sens 🙂 ⠀⠀⠀

Kasia Ogrodzińska-Skałba⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀

NIEBIESKI MIGDAŁ – nie bójmy się marzyć

Niektórzy z Was może już wiedzą, że jestem miłośnikiem i oddanym wyznawcą kuchni roślinnej.

Decyzję o przejściu na strączki podjęłam kilka lat temu, jednego dnia, natomiast droga do wiedzy i zdobycia umiejętności zajęła mi kilka lat. Taka duża zmiana w życiu, często całej rodziny, musi być dobrze przemyślana i rozsądna. Ja myślałam po drodze😊.

Przeczytałam masę książek o kuchni roślinnej, obejrzałam masę filmików, blogów i przepisów. Niektóre autorki pamiętam do dziś, a jedną z nich jest Madga Pieńkos, wówczas znana mi, jako autorka książek o kuchni roślinnej. Jej przepisy i porady w gotowaniu, łączeniu składników były, i są, dla mnie bezcenne.

Jakże byłam pod wrażeniem, gdy odkryłam Magdę jako założycielkę cudownej wirtualnej przestrzeni – NIEBIESKI MIGDAŁ. Ooooo, to miejsce dla mnie – pomyślałam i zostałam.

Współtwórczynie NIEBIESKIEGO MIGDAŁA, czyli Magda oraz Iwona to przebojowe kobiety. W godzinach pracy konkretne i rzeczowe, a w wolnym czasie magiczne i fascynujące.

– Lubię moją wielowątkowość, wielość pomysłów i skłonność do kwestionowania wszystkiego. Jestem feministką i wyznawczynią GIRLPOWER. Uwielbiam skandynawskie kryminały, realizm magiczny, leniwe poranki i włoskie skutery. Lubię być w ruchu. – opowiada Magda, która na nasze pierwsze, prawdziwe spotkanie przyjechała rowerem-cudeńkiem. Od razu wiedziałam, że znajdziemy wspólny język!

Dziewczyny razem prowadzą witrynę NIEBIESKI MIGDAŁ, o której, przewrotnie lecz trafnie, mówią, że jest to przestrzeń dla wszystkich, którzy nie boją się marzyć – o lepszym świecie i o dobrym życiu.

Warto zatrzymać się przy tych słowach na chwilę…

Magda i Iwona, założycielki NIEBIESKIEGO MIGDAŁA

W tej cudownej przestrzeni znajdziecie wszystko, co slow. Poczujecie się bliżej natury, blisko innych ludzi, blisko z samą/samym sobą. Piękne fotografie oraz autorskie przepisy wegańskie kuszą od pierwszego wejścia. A zostaniecie tam na dłuuugo, obiecuję😊

Niejednokrotnie dziewczyny wspominają, że są dumne z tego, gdzie mieszkają. Wiem, że lubią zwiedzać i na nowo lub na staro odkrywać Karkonosze i najbliższe okolice. Wcale się im nie dziwię, bo to przepiękne tereny. Mieszkam całkiem niedaleko, więc całym sercem, polecam każdemu, kto lubi czystą naturę, osobliwe krajobrazy i slow moments.

– Jako druga połówka Niebieskiego Migdała poszerzam karkonoską perspektywę o rozległe horyzonty dolnośląskich równin. Mieszkam w Bolesławcu i jestem zagorzałą wyznawczynią kultu stempelkowej ceramiki. – przyznaje Iwona.

A czy będzie coś o zwierzakach? Ano, będzie!

Dziewczyny kochają zwierzaki. Posiadają psiaki oraz kociaki, jak na slow dusze przystało! To bezcenne móc dzielić się historiami i historyjkami z naszymi pupilami w rolach głównych, gdy ktoś po drugiej stronie stołu lub ekranu, myśli jak ty i przeżywa to od nowa, z tobą.

To wszystko zmierzało ku jednemu- NIEBIESKI MIGDAŁ musi zostać naszym ambasadorem! A ponieważ nie boimy się marzyć, stało się to faktem! Radujemy się na maksa i będziemy działać wspólnie nad ulepszaniem naszych małych światów:).

Przytulny Niebieski Migdał skrywa w sobie wiele tajemnic. Przede wszystkim jest skarbnicą wiedzy o kuchni roślinnej. Autorskie przepisy nie są przypadkowe lub napisane na kolanie. To wykwintne potrawy, czasami całkiem łatwe do zrobienia przez dwie lewe ręce😊. Praktyczne porady i wskazówki, ciekawe łączenie składników, a efekt końcowy zawsze jest wow! Jeśli zaczynasz przygodę z kuchnią roślinną lub po prostu znudziło Ci się Twoje codzienne menu, zapraszam Cię do tej magicznej przestrzeni. Daj się zaczarować😊

Zajrzyj do Niebieskiego Migdała KLIK

Dziewczyny!

Dziękuję Wam za nasze rozmowy. Mam nadzieję na więcej i częściej! Ściskam mocno!

Kasia

Jagielnik Czarny Sezam & Figa

Jagielnik Czarny Sezam & Figa to wegański klasyk w nowej odsłonie. Bez pieczenia, bez glutenu i bez zbędnych ceregieli. Daktylowo-migdałowy z nutką orzechową spód jest idealną bazą dla kremowej masy z czarnym sezamem, masłem orzechowym i konfiturą figową. Całość przykryta delikatną daktylowo-karmelową polewą.

Jagielnik Czarny Sezam&Figa
Porcja dla: 12 osób Czas przygotowania: 30 minut
Produkty
Spód:
8 sztuk daktyli
½ szklanki / 60 g migdałów nie łuskanych
½ szklanki / 40 g płatków migdałowych
2 łyżki / 20 g masła orzechowego
1 łyżka oleju kokosowego
1 łyżka mleka roślinnego
Masa:
1 szklanka / 200 g kaszy jaglanej
500 ml / 2 szklanki mleka migdałowego do gotowania
2 łyżki cukru kokosowego
2 łyżki / 20 g masła orzechowego
sok z ½ cytryny
1 łyżka oleju sezamowego
3 łyżki syropu z agawy
½ szklanki / 125 ml mleka migdałowego do blenderowania
2 łyżki konfitury z figi
1 łyżka czarnego sezamu
Polewa
16 daktyli
2 łyżki masła orzechowego
4 łyżki mleka migdałowego
Wykonanie

Spód
• Daktyle zalej ciepłą wodą i mocz około 20 min
• Zblenderuj daktyle z pozostałymi składnikami
• Okrągłą formę do pieczenia wyłóż papierem do pieczenia
• Powstałą masę wyłóż do formy

Masa
• Ugotuj kaszę jaglaną z mlekiem migdałowym oraz cukrem kokosowym, kasza nie powinna być sypka tylko kremowa
• Dodaj masło orzechowe, dodawaj powoli mleka migdałowego i miksuj na gładką masę
• Ciągle mieszając dodaj sok z cytryny oraz syrop z agawy
• Dodaj konfiturę i sezam, lekko wymieszaj
• Powstałą masę wyłóż na spód
• Wstaw do lodówki
Polewa
• Daktyle zalej gorącą wodą, namocz około 30 minut
• Zblenderuj razem z masłem orzechowym i mlekiem wyłóż na schłodzone ciasto
• Udekoruj figami
Jagielnik idealnie smakuje z Rosalbą, czarną  herbatą z pąkami róż!

Onigiri po polsku – czyli co doskonale łączy się z zieloną herbatą Kame

Kiedy myślę o zielonej herbacie i Japonii jednym z pierwszych skojarzeń jest typowy japoński lunch i japońska „ kanapka”, którą dorośli zabierają do pracy, a dzieci do szkoły, czyli onigiri. Osoby interesujące się kuchnią  japońską  prawdopodobnie znają to danie, czy przekąskę. ONIGIRI to taki pakuneczek z ryżu z różnorakim farszem. ONIGIRI można kupić w  każdym  japońskim sklepie „ conviniens store” czy „convini” jak 7eleven czy Lawson, a także w japońskich kawiarniach. Japończycy czasami korzystają z sklepowych onigiri ale zazwyczaj przygotowują je w domu sami, sądząc że te ze sklepu są mniej zdrowe bo zawierają środki konserwujące. Te sklepowe onigiri  mają kształt ładnych, dopracowanych trójkącików, a domowe to często ręcznie klejone lekko spłaszczone kulki tylko dla dzieci Japończycy stosują powszechnie dostępne foremki do wyrobu ONIGIRI w domu aby stworzyć estetyczne trójkąciki do dziecięcego lunchu boxu czyli obento.

Najpopularniejsze farsze do ONIGIRI to: gotowany lub pieczony łosoś, tuńczyk z majonezem, kiszonka japońska np. marynowana śliwka ume, ikra lub wodorosty. Ale oczywiście wariacji farszu jest więcej i pojawią się coraz to nowe smaki, a także posypki do onigiri np. z solonego sezamu. Ryżowe kanapeczki często zawijane są w glony nori lub liście shiso.  Ja dzisiaj chciałabym zaproponować Wam wersję polska onigiri przygotowywanych z produktów łatwo w naszym kraju dostępnych. Oczywiście najprostszym wyborem byłaby wersja z tuńczykiem z puszki i majonezem ale chciałam pomyśleć o czymś ciekawszym i jednocześnie odpowiednim dla wszystkich także wegetarian i wymyśliłam taką wersję. Jak wcześniej napisałam w Japonii popularne są ONIGIRI z różnymi kiszonkami w środku. Kiszonki te przyrządza się zazwyczaj inaczej niż nasze kiszonki ( ale o tym może jeszcze kiedyś opowiem) i różnią się od naszych polskich kiszonek także i smakiem ale przygotowując polsko – japońskie onigiri z powodzeniem wykorzystać możemy nasze polskie ogórki kiszone. Aby dodać słodyczy, charakterystycznej dla japońskich farszy z kiszonkami można użyć miodu, który jest i zdrowy i smaczny i całkiem pasuje do ogórków kiszonych właśnie. – nie dajcie się zwieść ze słony ogórek nie będzie się komponował. Dadzą rade 😉

Składniki
Pełna garść ugotowanego i ostudzonego do temperatury pokojowej ryżu ( ryż może być lekko ciepły ale nie na tyle by parzył nas w ręce)
Pół ogórka kiszonego
Łyżeczka sezamu
Pół łyżeczki miodu
Pół łodyżki szczypiorku ( taki paseczek)
Instrukcja przygotowania
Ryż gotujemy w wodzie bez soli. Po japońsku najpierw powinien zostać umyty, nie opłukany. Myje się go kilkukrotnie (co najmniej trzy razy) odlewając za każdym razem wodę. Po umyciu, odsączony ryż odstawiamy na jakieś pół godzinki na sitku żeby zrelaksował się po kąpieli. Następnie, ryż gotujemy od zimnej wody i wyłączmy kiedy jest miękki i lekko kleisty. Jeśli nie mamy ryżownika ( czyli elektrycznego garnka do gotowania ryżu) musimy sprawdzać ryż, by nie przywarł do garnka i odpowiednio regulować gaz. Podaje sprawdzony sposób gotowania ryżu: ryż gotujemy na średnim ogniu, pod przykryciem. Kiedy woda zacznie wrzeć, podkręcamy gaz do maksimum na chwilkę, powiedzmy minutę, następnie zmniejszamy gaz i gotujemy jeszcze przez 5-7 minut po czym znowu zmniejszamy gaz i już na malutkim gazie gotujemy ryz przez dodatkowe 10 minut. Po tym czasie gaz wyłączamy, a ryż pozostawiamy pod przykrywka na jeszcze 10 minut aby tym razem odpoczął po gotowaniu.
Najlepsza do onigiri jest odmiana krótkiego białego ryżu, najlepiej właśnie z Japonii ale jeśli takiego nie mamy możemy kupić dostępny w sklepie „zwykły” biały ryż. Co ważne, do wody nigdy nie dodajemy soli. Piękno smaku białego ryżu polega na jego czystości i braku przypraw. O ryżu jeszcze kiedyś opowiem bo to bardzo ważny element kuchni japońskiej.

Sezam parzymy na patelni z dodatkiem soli ( mała szczypta) do zbrązowienia.
Ogórka kroimy w cienkie plasterki a następnie w paseczki
Przestudzony sezam mieszamy z ogórkiem i miodem.
Ryż zlepiamy w spłaszczoną kuleczkę, układamy na dłoni, robimy wgłębienie, wkładamy farsz z ogórka i zaklejamy pozostałym ryżem, formujemy kuleczkę lub trójkąt. Jak pasem przewiązujemy szczypiorkiem.
Tips: Jeśli ryż nie klei się wystarczająco ( a pamiętacie reklamę, w której „ ten ryż nigdy się nie klei” bo w Polsce ma być sypki, a w Japonii ma się właśnie kleić) możemy dodać do niego odrobinę „mirin” (rodzaj wina powstającego z fermentacji ryżu)– dostępnego w wielu polskich sklepach w tym supermarketach, który sprawi, że ryż będzie zarówno łatwiejszy do uformowania kształtów jak i lekko słodkawy.

Wegańskie ciasteczka Earl Grey!

Są chrupiące i “maślane”, idealne na przyjęcia lub wspólny czas przy herbacie z przyjaciółmi! Ciasteczkowe smakołyki były zawsze moją słabością, ale te są wyjątkowe. Kryją w sobie mały sekret. Jest nim olejek z bergamoty, dający charakterystyczny smak herbacie earl grey, ale również płatki nagietka.

Do przepisu użyłam kraftowej herbaty Earl Grey “Fede” od Brown House & Tea. Niebieski Migdał został ambasadorem tej marki! Yuppy!!! Dzięki Kasi i jej pracy nad wszystkimi blendami, słowo “herbata” nabrało zupełnie innego znaczenia. Wszystkie mieszanki są naturalne w 100% . Na żadnym etapie nie miały kontaktu z chemicznym laboratorium. Smakują dokładnie tak, jak stworzyła je natura.

Dla mnie to była miłość od pierwszego wejrzenia, … o przepraszam, od pierwszego łyczka!
Znana niemal na całym świecie czarna herbata nasycona olejkiem bergamotowym z organicznych upraw pachnie i smakuje wyjątkowo. Garść słonecznych płatków nagietka dodaje całej kompozycji kobiecej energii i spontaniczności. Ten wyjątkowy blend na stałe zamieszka na mojej herbacianej półce.

Ciasteczka z listkami herbaty? Rooibos w dyniowym kremie? Brzmi intrygująco?
Rozpoczynam nową podróż, w którą Cię serdecznie zapraszam. Szczegóły już wkrótce!

Ciasteczka Earl Grey
Porcja dla: 1-12 Czas przygotowania: 30 minut + 2 godziny
Produkty
1 kubek mąki owsianej
1 kubek białej mąki
1-2 łyżkę białej maki do podsypania
1 kubek / 180 g masła roślinnego o smaku maślanym
½ kubka cukru
2 łyżki herbaty earl grey, u nas z płatkami nagietka „Fede” Brown House&Tea
½ łyżeczki soli
1 kubek = 250 ml

Zmiksuj masło roślinne z herbatą earl grey na puszysty krem i odstaw na co najmniej 2 godziny. Im dłużej tym lepiej. Aromat bergamotki i nagietka będzie wtedy w gotowych ciasteczkach zdecydowanie intensywniejszy.
Kiedy masa masłowo-herbaciana jest gotowa włącz piekarnik i rozgrzej do temperatury 180C
Wyłóż blachę papierem do pieczenia.
Do przygotowanej masy dodaj cukier puder i miksuj do momentu połączenia się wszystkich składników.
Dodaj mąkę i miksuj dalej.
Posyp stolnicę mąką i rozwałkuj delikatnie na niej ciasto na grubość 1 cm.
Wycinaj kółka, używając małej szklanki i układaj na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Piecz 12-15 minut. Ciasteczka nie powinny być zbytnio przypieczone. Mogą zrobić się wtedy lekko gorzkie.