Darmowa wysyłka od 50,00 ! Tworzymy kraftowe herbaty BIO

Kategoria: Aktualności

Jewels – ryba w herbacie

Święta za pasem, a święta kojarzą się z…. oczywiście rybą w galarecie 🙂 a może nie te akurat święta, może to na Boże Narodzenie jemy rybę w galarecie? Mhh, na obczyźnie i to w dodatku w kraju, który “naszych” świąt nie obchodzi, trochę się to zaczyna mieszać. Tradycyjnie czy nie, pewna jestem, że ryba w galarecie na wielu świątecznych stołach w Polsce zagości i dlatego chce zaproponować miłośnikom tej potrawy jej altenatywną wersję, którą polecam także wszystkim uwielbiającym błyskotki fashionistkom. Bo moja ryba nazywa się “ jewels” i jest piękna lekka i zdrowa, a do tego, ze względu na dodatek herbaty ( oh, tak herbaty!) bardzo elegancka 🙂

Do przepisu odpowiednia jest delikatna, biała ryba. Ja używam ryby o japonskiej nazwie “tara” 鱈” czyli “ Śnieżna Ryba”, czyli po polsku, po prostu dorsza. Dorsz jest delikatny, mało rybny, a prawie słodkawy w smaku. Nie wymaga silnych przypraw. Nawet nie wymaga soli. Dlatego będzie świetnym tłem dla naszych herbacianych klejnotów..

Dorsza czyścimy I filetujemy, chyba że mamy juz gotowe filety, wtedy sprawa jest bardzo prosta. Następnie  przygotowujemy prosty wywar, w którym przez chwilkę bedziemy dorsza gotować. Taki rybny bulion. Skladniki bulionu: glony wakame, suszony tuńczyk (bonito), kolendra i plasterek świeżego imbiru. W Japonii można kupić gotowe torebki ze wszystkimi składnikami na bulion rybny, jesli znajdziesz takie w Polsce, Drogi Miłośniku herbaty, to super. Jeśli nie i jeśli mieszkasz z dala od sklepu w, ktorym kupisz suszonego tuńczyka, to możesz użyć alternatywnego przepisu, gotując bulion na głowie dorsza z dodatkiem kolendry. Możesz też zaszalec i dodać do bulionu inne zioła, np, pietruszkę czy majeranek. Tylko bez przesady. Chodzi bowiem o to, aby bulion byl delikatny i elegancki, a dominujacym smakiem była mieszkanka herbaciana. Pamietajmy, ze bulion nalezy gotować od zimnej wody i wyłączyć w kilka chwil po zagotowaniu. W ten sposób uzyskujemy czysty bulion o delikatnym smaku.

Po zagotowaniu, z  bulionu wyjmujemy wszystkie składniki i do czystego bulionu wkładamy rybę. Możemy pojroić ją w małe kwałki lub dodać całą– w zależności od naszego pomysłu na prezentację potrawy.

Po chwili ryba powinna być gotowa.. Nie przegotowujmy jej bo się rozpadnie I straci swoja sprężystość.. Wyłączany gaz i  do tak ugotowanego bulionu dodajemy  zapażoną

wcześniej herbate Kame. Nie mogę wprost nacieszyć się tą wspaniałą mieszanką. Nie dość, że jest świetna  zarówno na ciepło jak i na zimno, to jeszcze ma niegraniczone zastosowanie w kuchni, wspaniale komponując się z wieloma potrawami. Do ryby będzie idealna!

Herbatę parzymy dość mocną, ale bez przesady, bo inaczej będzie miała zbyt dużo goryczy. Ja przygotowuję napar z dwóch łyżek mieszanki na 250 ml wody I zaparzam przez jakies 10 minut.

Rybę wyjmujemy z zupy, a wywar dzielimy na trzy części. Jedna posłuży nam jako bulion do zalania ryby, już na talerzu. Z drugiej części zrobimy “jewels” czyli galaretkę, a z trzeciej krem z tofu.

I teraz wchodzi kolejny składnik czyli żelatyna. Przeciwników żelatyny zacheęcam do użycia jej wegańskich zastępników, ja jednak myślę,  że do tego przepisu żelatyna pasuje najbardziej.

Po pierwsze przygotowujemy jewels – co jest bardzo proste bo musimy tylko wymieszać nasz rosołek z żelatyną.  Proporcje takie jak podano na opakowaniu. Spróbujcie smak. Powinien być niezbyt intensywny ale smaczny i  świeży.. Jesli taki nie jest można rosołek odparować lub dodać trochę  więcej herbaty. Mieszankę rozlewamy na płaskie  naczynie i wstawiamy do lodówki.

Krem z tofu będzie równie prosty. Potrzebujemy kawałek, jakieś 50 gr miękkiego tofu na osobe. Dodajemy do niego jakieś 30 ml wywaru z rozpuszczoną wcześniej żelatyną, mieszkamy i wstawiamy do lodówki.

Kiedy żelatyna stężeje, wycinany z niej nieregularne kółka, a tofu wyciskamy przez rekaw cukierniczy.

Dekorujemy talerz. Najpierw świeży ogórek pokrojony w plastry, na nim krem z tofu i Kame, na górze układamy  rybę, przybieramy kolendrą, obok galaretkowe kółka, zalewamy bulionem.

Błyszczą jak klejnoty, prawda? Smacznego!

Droga do długowieczności – ANTYOKSYDANTY.

Czy wiecie co mam na myśli, pisząc, że herbata to napój zdrowotny? Czasami mam wrażenie, że nadużywam tego stwierdzenia, aczkolwiek wydaje mi się, że o dobrych rzeczach powinno się głośnio i często mówić. Do ponownego poruszenia tego tematu, zainspirował mnie pewny live z IG na profilu @jaknieumrzec, dziewczyny intensywnie poruszyły temat antyoksydantów i ich  pozytywnego wpływu na cały nasz organizm.

Nasza odporność jest non stop wystawiana na próbę. Wiemy to i bardzo nas to boli. ☹ Codzienne czynniki jak zanieczyszczenie środowiska, czy zła dieta, mają na nią ogromny wpływ, a gdy dojdzie coś ekstra np.: nagły stres lub nieprzespana noc, nasz organizm broni się jak może, ale aby dał sobie radę w tych trudnych sytuacjach, musimy o niego dbać profilaktycznie. Codziennie.

Antyoksydanty to naturalne przeciwutleniacze, które neutralizują wolne rodniki w organizmie. Wolne rodniki powstają w organizmie w wyniku utleniania, przy niesprzyjających warunkach. Stres, zła dieta, używki, brak ruchu, leki, bezsenność, do tego dołóżmy jeszcze zanieczyszczenie środowiska i promieniowanie słoneczne. Aż strach się bać ☹. Jak widać, nie wszystko jest zależne od nas, ale możemy pomóc naszemu organizmowi walczyć z tymi czynnikami, lub przygotowywać go do tej walki stosując profilaktykę.

Jak to zrobić? Regularnie, codziennie dostarczać sobie antyoksydantów. Oczywiście zdrowy styl życia i relaks są w to wpisane. Udowodniono, że Japończycy, którzy piją zieloną herbatę kilka razy dziennie, żyją dłużej i mnie chorują. W Japonii herbata to must have everyday i wg nich to droga do długowieczności.

Jakie jest ich źródło? Rośliny, naturalnie, oraz kraftowa herbata😊!

Zawartość katechin (antyoksydantów w zielonej herbacie) w herbacie zależy od tego, jak liście są przetwarzane przed suszeniem, a także od położenia geograficznego i warunków wzrostu.

Pochodzenie herbaty, jest niesamowicie istotne! Tylko czysta roślina, która rośnie w żyznej glebie, ze zróżnicowaną fauną i florą, z dala od konwencjonalnych upraw, ma szansę dostarczyć nam antyoksydantów, witamin i mikroelementów.

Ogromne konwencjonalne uprawy, gdzie nagminnie stosuje się wszystkie możliwe pestycydy, nie dba o jakoś powietrza, gleba jest wyjałowiona, ponieważ rośnie na niej tylko jeden rodzaj rośliny, jest biedna. Dookoła nie ma nic i podobnie będzie z herbatą zebraną w takim miejscu. To smutne…

W Brown House & Tea wiemy o tym doskonale i robimy wszystko inaczej. Począwszy od tego, że nasze herbaty rosną dziko. W zróżnicowanym ekosystemie, który bogaty jest w różne rośliny, biegają tam zwierzęta, latają owady i pełzają robaczki. MIKROBIOM. Natura taka, jaka powinna być wszędzie- tylko wtedy ma to sens.

Cały czas interesujemy się uprawami, z którymi współpracujemy. Dokładnie wiemy gdzie i jak rośnie każda roślina i co się z nią dzieje po zebraniu. Każdy proces obróbki jest nam dobrze znany, a smak i wygląd herbaty zawsze to potwierdza. Dbamy i pilnujemy tego bardzo mocno- to dla nas najważniejsza sprawa!

Aby nasz wysiłek (choć picie herbaty nie do końca jest mega wysiłkiem😊) nie poszedł na marne, wybierajmy tylko herbaty o wysokiej jakości, dobrze przetworzone, organiczne, czyli bio i kraftowe. To bardzo ważne, bo tylko wtedy mamy pewność, że to co pijemy jest zdrowe i pozytywnie wpłynie na nasz organizm.

Polecam picie herbaty minimum trzy razy dziennie. Każda herbata będzie dobra, ale szczególnie, w tym temacie, wyróżnia się zielona japońska herbata.  

Naukowcy (test Oxygen Radical Absorbance Capacity ORAC) stwierdzili, że zarówno zielona, ​​jak i czarna herbata mają znacznie wyższą aktywność przeciwutleniającą w stosunku do rodników nadtlenowych niż warzywa, takie jak czosnek, jarmuż, szpinak i brukselka!

Używając testu Tocol Equivalent Antioxidant Capacity (TEAC), naukowcy umieścili epikatechinę i katechinę wśród najsilniejszych z 24 polifenolowych flawonoidów pochodzenia roślinnego!

Co to oznacza? Herbata to na pewno napój zdrowotny 😊!

Tajemnica parzenia herbaty. Prosto i szybko.

Czarna herbata to z pewnością najpopularniejsza odmiana. Każdy ją zna, każdy ją pije i chyba każdy ją lubi. A jeśli nie lubi, to znaczy, że nie próbował jeszcze dobrej😊

Czarna, to tak naprawdę czerwona! Prawda czy fałsz? Jeśli sięgniemy do źródła, czyli do rdzennej chińskiej terminologii, dowiemy się, że czarna herbata wcale nie powinna być czarna czy brązowa. Prawdziwa, dobrej jakości, bardziej skłania się ku czerwieni, niż ku ciemnym, mrocznym barwom.

A smak?- zapyta ktoś, kto za nią nie przepada. Smak powinien być aromatyczny, ale delikatny. Jeśli po pierwszym łyku czujemy goryczkę lub kwaśny smak- lepiej nie bierzmy drugiego…

Kraftowa herbata to zupełnie coś innego, niż konwencjonalna lub ekspresowa. Różni się praktycznie wszystkim, począwszy od miejsca, w którym rośnie. Wyobraź sobie dzikie lasy, z całym wachlarzem roślin i wolno żyjących, szczęśliwych zwierząt. Natura nietknięta ręką człowieka…, a w środku jeden z najstarszych organicznych, ogrodów herbacianych na świecie i swobodnie rosnące krzewy herbaty. Klimat nie do opisania… Mam to szczęście, że udało nam się sprowadzić ten piękny obraz do naszej manufaktury.

Wracając na ziemię😊 Wymarzoną herbatę już mamy, teraz czas, aby porządnie ją przygotować i, co najważniejsze, nie zepsuć. Tak, to prawda, możemy zepsuć herbatę! Nie wymaga ona tyle wysiłku, co zrobienie ciasta lub obiadu dla całej rodziny. Przygotowanie herbaty jest proste i szybkie, i chyba właśnie dlatego równie prosto i szybko można tu polec.

Ważny punkt pierwszy- nie zaparzaj herbaty wrzątkiem! Herbata zawiera całą masę zdrowotnych właściwości, antyoksydanty, polifenole, witaminy etc., wysoka temperatura zabije większość z nich. A smak też nas nie zachwyci, szczególnie gdy poparzymy język☹

Czarna herbata najlepiej czuje się temperaturze 90-95 stopi, ale lubi się w niej kąpać tylko kilka minut. Jest to sprawa indywidualna, bo czas parzenia odpowiada za końcowy smak i intensywność, ja proponuję od 2 do 5 minut. Lubię herbatę delikatną, więc zazwyczaj jest to 90 stopni i 2 minuty. Gorzka jest przepyszna, ale można oczywiście skorzystać z różnych dodatków, syropów, słodzików czy owoców. Nigdy nie słodzę białym ani brązowym cukrem! Ten sposób powinien być zakazany. Cukier, podobnie jak wrzątek, mocno obniża właściwości herbaty. . Ja jeśli mam ochotę na coś słodszego, dodaję łyżeczkę syropu klonowego lub ksylitolu.

Mniam😊

Kasia

Nastrój się na wiosnę

Na początku lutego, wraz z Michałem i naszą córką Mią, zaczęliśmy przygotowywać nasze organizmy do przesilenia wiosennego. Spróbowaliśmy takiej praktyki po raz pierwszy w zeszłym roku podczas przesilenia jesiennego. Codziennie piliśmy, odpowiednie na te porę, herbaty i napary- bardzo regularnie, już od polowy sierpnia. Patrząc lata wstecz i na nasz wiek dzisiaj (średnia 35) zaczęliśmy zauważać, że łatwiej chorujemy i szybciej się męczymy, niż 10 lat temu.

Od dawna wczytujemy się w rytuały budowania odporności poprzez kultury azjatyckie (gł. Michał, który lata temu studiował medycynę naturalną), w końcu mamy na co dzień do czynienia z herbatą 😊. Michał swojego czasu mocno cierpiał na łuszczycę, która od kilku lat znacząco się uspokoiła, więc zainteresowaliśmy się alternatywnymi metodami leczenia i budowania odporności jeszcze bardziej.

Praktyka picia odpowiednich herbat (chodzi tutaj o rodzaj herbaty i dodatki) w odpowiednim czasie ma ogromne znaczenie. Zimą, kiedy na zewnątrz temperatury są minusowe, jest ciemno i mokro, a my się odpowiednio nie rozgrzewamy, nasze emocje mogą przejść na złą stronę mocy, co powoduje złe samopoczucie i obniża odporność. Aby zbalansować to zimno, potrzebujemy nie tylko chwilowo ogrzać się herbatą (to nie przyniesie efektu długofalowo), ale pić herbatę, która przyspieszy metabolizm, spowoduje, że nasze krążenie faktycznie zacznie dostarczać ciepło w wychłodzone dłonie i stopy.

Tradycyjna medycyna chińska mówi nam, że najważniejsze to zachować balans (ostatnio często o nim słyszymy, w różnych kontekstach naszego życia), ale niestety, z czasem, przestajemy zwracać uwagę na szczegóły, na to co podpowiada nam Matka Natura.

Herbata nie rozwiąże magicznie naszych problemów, więc spróbujmy choć trochę, po kolei… Możemy być pewni, że kiedy odpowiednio nastroimy nasz organizm na wiosnę, to wjedziemy w tę cudowną porę roku, z nową siłą, bez zbędnej czkawki. Nasza Cythna i Tilsa to herbaty na bazie czerwonokrzewu afrykańskiego. Pochodzenie zobowiązuje, więc na pewno rozgrzeją nas tak, jak tego potrzebujemy. W połączeniu z dobrze dobranymi dodatkami, zwiększymy odporność i porządnie nastroimy się na wiosnę.

Jeśli nie lubicie rooibosa, alternatywą może być również picie czarnej herbaty BIO wysokiej jakości. Dlaczego BIO? Ponieważ herbata to przede wszystkim napój zdrowotny, jeśli ma nas oczyszczać to nie powinien nas zaśmiecać😊.

Pijmy herbatę na zdrowie! Na wiosnę!

Kasia Skałba

Herbaciany strażnik organizmu. Polifenole w herbacie.

Często zdarza mi się wywołać zdziwienie na twarzach ludzi, gdy w potoku moich słów, padnie stwierdzenie, że wszystkie rodzaje herbaty pochodzą z tej samej rośliny. Jeśli i Ciebie to zaskoczyło, to nie nie miej do siebie pretensji, wręcz przeciwnie! Fajnie, że szukasz nowych informacji na tematy, niby oczywiste, z życia codziennego, a jednak zaskakujące.

Roślina Camelia sinesis, czyli herbata to część życia każdego z nas, od małego. Przyzwyczailiśmy się do tego napoju i często traktujemy go jak stały element dnia. I super! Herbata, to drugi, zaraz po wodzie, najczęściej spożywany napój na świecie. Bez wody nie dalibyśmy rady, to pewne! Ale ja nie dałabym rady również bez herbaty. A raczej, herbat.

Dobierając różne rodzaje i gatunki herbat, możemy ułożyć sobie świetny, dzienny plan dostarczania do naszego organizmu wartości zdrowotnych. Witamin, minerałów, ale przede wszystkim polifenoli. To właśnie im chciałabym poświęcić dziś największą uwagę.

Zacznijmy od najważniejszego- polifenole, czyli naturalne przeciwutleniacze, występują w każdej herbacie. To proces przetwarzania liści, zaraz po zbiorach, warunkuje ich stężenie/ilość. Te specjalne wyłapywacze wolnych rodników, w herbacie nazywają się katechinami. W badaniach laboratoryjnych stwierdzono, że hamują one wzrost komórek nowotworowych, a nawet uruchamiają ich program samozniszczenia (apoptozę). Polifenole są niezwykle ważnymi elementami codziennej diety. Zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób układu krwionośnego i powstania nowotworów, w ostatnim czasie właśnie za to są najbardziej cenione. Wychwytują i niszczą wolne rodniki, dzięki czemu organizm się oczyszczona i regeneruje. Mają multi działanie: przeciwnowotworowe, przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne oraz przeciwgrzybicze. ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
Największe stężenie polifenoli znajduje się w pączkach liściowych i młodych listkach. Tuż po zebraniu są one poddawane procesowi więdnięcia, suszenia i niepełnej fermentacji. Tak właśnie powstaje delikatna biała herbata. Posiada największa ilość polifenoli, witaminy C i kofeiny oraz działa silnie antyoksydacyjne. ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
Pod względem stężenia przeciwutleniaczy, białą herbatę, mocno dogania zielona. Listki zielonej herbaty również powinny być młode i niepoddawane wieloetapowej obróbce. Przy przetwarzaniu zielonej herbaty zahamowany jest proces utleniania, dzięki czemu niesfermentowane liście zachowują większą ilość dobroczynnych katechin. Zielona herbata obfituje więc w związki wykazujące właściwości przeciwnowotworowe, takie jak: flawanole i flawony oraz witaminy: C, K, E, B oraz jony potasu, fluoru oraz glinu. ⠀⠀⠀

Chcąc w pełni skorzystać z tych wszystkich dobrodziejstw herbaty, musimy zwrócić jeszcze uwagę na czas i temperaturę parzenia herbaty. Polifenole są niezwykle podatne na wysoką temperaturę i działanie innych substancji. Zarówno biała, jak i zielona, obie nie lubią bardzo gorącej wody i długiego moczenia. Idealna temperatura to 65-80 stopni, w zależności od gatunku suszu. Zawsze sprawdzajmy rekomendacje producenta na opakowaniu.

Pamiętajmy o jeszcze jednej istotnej sprawie. Co prawda wspominam o niej na końcu, ale jest to tylko w formie przypominajki. Aby w pełni dostarczyć do organizmu właściwości zdrowotne herbaty, wybierajmy te liściaste i ekologiczne. Tylko czysta i autentyczna herbata ma sens 🙂 ⠀⠀⠀

Kasia Ogrodzińska-Skałba⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀

NIEBIESKI MIGDAŁ – nie bójmy się marzyć

Niektórzy z Was może już wiedzą, że jestem miłośnikiem i oddanym wyznawcą kuchni roślinnej.

Decyzję o przejściu na strączki podjęłam kilka lat temu, jednego dnia, natomiast droga do wiedzy i zdobycia umiejętności zajęła mi kilka lat. Taka duża zmiana w życiu, często całej rodziny, musi być dobrze przemyślana i rozsądna. Ja myślałam po drodze😊.

Przeczytałam masę książek o kuchni roślinnej, obejrzałam masę filmików, blogów i przepisów. Niektóre autorki pamiętam do dziś, a jedną z nich jest Madga Pieńkos, wówczas znana mi, jako autorka książek o kuchni roślinnej. Jej przepisy i porady w gotowaniu, łączeniu składników były, i są, dla mnie bezcenne.

Jakże byłam pod wrażeniem, gdy odkryłam Magdę jako założycielkę cudownej wirtualnej przestrzeni – NIEBIESKI MIGDAŁ. Ooooo, to miejsce dla mnie – pomyślałam i zostałam.

Współtwórczynie NIEBIESKIEGO MIGDAŁA, czyli Magda oraz Iwona to przebojowe kobiety. W godzinach pracy konkretne i rzeczowe, a w wolnym czasie magiczne i fascynujące.

– Lubię moją wielowątkowość, wielość pomysłów i skłonność do kwestionowania wszystkiego. Jestem feministką i wyznawczynią GIRLPOWER. Uwielbiam skandynawskie kryminały, realizm magiczny, leniwe poranki i włoskie skutery. Lubię być w ruchu. – opowiada Magda, która na nasze pierwsze, prawdziwe spotkanie przyjechała rowerem-cudeńkiem. Od razu wiedziałam, że znajdziemy wspólny język!

Dziewczyny razem prowadzą witrynę NIEBIESKI MIGDAŁ, o której, przewrotnie lecz trafnie, mówią, że jest to przestrzeń dla wszystkich, którzy nie boją się marzyć – o lepszym świecie i o dobrym życiu.

Warto zatrzymać się przy tych słowach na chwilę…

Magda i Iwona, założycielki NIEBIESKIEGO MIGDAŁA

W tej cudownej przestrzeni znajdziecie wszystko, co slow. Poczujecie się bliżej natury, blisko innych ludzi, blisko z samą/samym sobą. Piękne fotografie oraz autorskie przepisy wegańskie kuszą od pierwszego wejścia. A zostaniecie tam na dłuuugo, obiecuję😊

Niejednokrotnie dziewczyny wspominają, że są dumne z tego, gdzie mieszkają. Wiem, że lubią zwiedzać i na nowo lub na staro odkrywać Karkonosze i najbliższe okolice. Wcale się im nie dziwię, bo to przepiękne tereny. Mieszkam całkiem niedaleko, więc całym sercem, polecam każdemu, kto lubi czystą naturę, osobliwe krajobrazy i slow moments.

– Jako druga połówka Niebieskiego Migdała poszerzam karkonoską perspektywę o rozległe horyzonty dolnośląskich równin. Mieszkam w Bolesławcu i jestem zagorzałą wyznawczynią kultu stempelkowej ceramiki. – przyznaje Iwona.

A czy będzie coś o zwierzakach? Ano, będzie!

Dziewczyny kochają zwierzaki. Posiadają psiaki oraz kociaki, jak na slow dusze przystało! To bezcenne móc dzielić się historiami i historyjkami z naszymi pupilami w rolach głównych, gdy ktoś po drugiej stronie stołu lub ekranu, myśli jak ty i przeżywa to od nowa, z tobą.

To wszystko zmierzało ku jednemu- NIEBIESKI MIGDAŁ musi zostać naszym ambasadorem! A ponieważ nie boimy się marzyć, stało się to faktem! Radujemy się na maksa i będziemy działać wspólnie nad ulepszaniem naszych małych światów:).

Przytulny Niebieski Migdał skrywa w sobie wiele tajemnic. Przede wszystkim jest skarbnicą wiedzy o kuchni roślinnej. Autorskie przepisy nie są przypadkowe lub napisane na kolanie. To wykwintne potrawy, czasami całkiem łatwe do zrobienia przez dwie lewe ręce😊. Praktyczne porady i wskazówki, ciekawe łączenie składników, a efekt końcowy zawsze jest wow! Jeśli zaczynasz przygodę z kuchnią roślinną lub po prostu znudziło Ci się Twoje codzienne menu, zapraszam Cię do tej magicznej przestrzeni. Daj się zaczarować😊

Zajrzyj do Niebieskiego Migdała KLIK

Dziewczyny!

Dziękuję Wam za nasze rozmowy. Mam nadzieję na więcej i częściej! Ściskam mocno!

Kasia

Hello z Japonii

Drodzy Miłośnicy Herbaty,


Z radością przyjęłam zaproszenie od Brown House & Tea do współtworzenia bloga. Już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pomysł współpracy z fajną polską firma, tworzącą wysokogatunkowe mieszanki herbat lub ziół. Zanim zaczęłam poszukiwania takiego partnera, Kasia i Michał wyłapali moje myśli gdzieś z kosmosu i znaleźli mnie pierwsi 🙂

Mieszkam daleko, bo w Japonii, ale nasze energie dały radę się przyciągnąć i tak to się zaczęło. Kiedy Kasia zwróciła się do mnie z propozycją współpracy nie znałam jeszcze herbat Brown House & Tea, więc aby móc zacząć ich używać i o nich pisać, najpierw musiałam się w nich zakochać. To nie było trudne! Mieszanki Brown House & Tea są nieprzypadkowe, nieprzedumane, z wykorzystaniem herbat, ziół i różnych surowców najwyższej jakości, bez dodatkowych polepszaczy smakowych czy zapachowych. To herbaty dla konsumenta o wysublimowanym smaku, czułego na fałsz sztucznych aromatów i ceniącego smak naturalnych składników. Do tego prezentacja, czyli opakowania herbat. Są ładne, proste, z materiałów ekologicznych. I jeszcze piękne nazwy, w których zaklęta jest historia i pomysł. Widząc taki produkt wiem, że jest to marka przemyślana. Że jej twórcy nie są nastawieni jedynie na zysk ale ich zamierzeniem było stworzenie produktu wysokiej jakości, który zmieniałby życie ludzi na lepsze.

Może, dla niektórych, brzmi to górnolotnie, ale dla mnie wszystko w życiu ma znaczenie, także to czym się otaczam, co jem i co piję. Szanuję swoje ciało i dlatego zwracam uwagę na to, co konsumuję. Pijąc filiżankę herbaty zdaję sobie sprawę nie tylko z jej walorów smakowych, ale także z właściwości, jakie zawiera i jak pozytywnie wpłynie na mój organizm. Picie herbaty to dla mnie pewnego rodzaju ceremonia, chwila dla mnie, kiedy przyrządzam napar, czekam i wypijam ten cudowny napój, przez chwilę nie myśląc o niczym. Dla mnie picie herbaty, choć gorzkiej raczej niż słodkiej, to takie włoskie dolce far niente. Kiedy czas wokół mnie na chwilkę zwalnia, przystaje, rzeczywistość toczy się obok, a ja rozkoszuję się byciem z sobą i herbatą.
I nawet kiedy piję herbatę w towarzystwie, wyłączam się na sekundkę tylko po to aby pobyć z moją herbatką. I kiedy poznałam Kasię i Michała, po krótkiej rozmowie zrozumiałam, że i dla nich koncepcja takiego, już nawet nie slow, ale świadomego życia (conscience living) ma duże znaczenie.

Kiedy żyjemy w sposób świadomy, zastanawiamy się czy to, co robimy będzie miało na nas dobry wpływ. Dla Kasi i Michała przejawem świadomego życia jest rezygnacja z mięsa. Dla mnie wybór zdrowych składników z ograniczeniem tych, których, z perspektywy zdrowego odżywiania, potrzebuje mniej – jak cukier i biała maki. Łączy nas chęć picia dobrej herbaty i wokół tej tematyki krążyć będą moje wpisy na tymże blogu (zataczając większe lub mniejsze kręgi) 🙂

Mam na imię Dominika i jestem szefem kuchni w japońskiej pro-zdrowotnej restauracji. Uczę jak zdrowo jeść i potem to gotuję. Dziś taki pierwszy, wprowadzający wpis, ale jeśli będziecie tu wpadać czasami opowiem Wam więcej o Japonii, herbacie i kuchni. Dziękuję, że poświęciliście mi chwilkę i mam nadzieję, że jeszcze się tu spotkamy. Kłaniam się wszystkim nisko, po Japońsku, co jest wyrazem najwyższego szacunku. Serdecznie pozdrawiam!

Do najbliższego wpisu!

Dominika Giordano

Tea & Food pairing – idzie nowe

„Herbata to przede wszystkim napój zdrowotny” – takie hasło przeplata się u nas dość często. Nie bez przyczyny, głęboko wierzę w pozytywny, wręcz leczniczy, wpływ herbaty na zdrowie, urodę oraz dobre samopoczucie. Jest to podparte szeroką wiedzą zielarzy, tea masterów, koneserów i badaczy herbaty w Japonii i Chinach. W tych herbacianych królestwach, Camellia Sinesis, od wieków jest nieodzownym, wręcz obowiązkowym elementem życia. Podobnie jest i w moim zaciszu domowym.  Brak herbaty, to jak brak prądu- da się przeżyć, ale trudno… 😊

Zdrowie płynące z herbaty to dla mnie najważniejszy temat, ale fajnie byłoby móc wykorzystać ją także w innej materii. Po miesiącach poszukiwań, wytropiliśmy to czego nam brakowało. Foodpairing, czyli łączenie różnej, często bardzo różnej, żywności, tak aby tworzyła jedną, ciekawą formę pod względem smakowym, odżywczym oraz trawiennym- coś dla mnie 😊. To świetny sposób, aby eksperymentować ze swoimi kubkami smakowymi. Takie majsterkowanie w kuchni przynosi nieoczekiwane efekty. Herbata w potrawie? Czemu nie? 😊

Zawsze sumiennie staram się przekazywać Wam wiedzę i ciekawostki, dlatego znalazłam i zaprosiłam w nasze szeregi dwie wspaniałe osobowości. Doświadczone, z ogromną wiedzą i pasją do swojej profesji. Obie są głęboko zakorzenione w kuchni, obie mają niesztampowe pomysły, aby tę kuchnię urozmaicać, obie nieustannie rozwijają swoją kreatywność.  

Poznanie ich było niesamowitym doświadczeniem, raz z przypadku, a raz nie. Obie dziewczyny skradły moje serce i pozostaną w nim na długo. Dlatego tak bardzo się cieszę, że mamy możliwość stworzenia czegoś razem. Blog zyskał drugie życie- my już to wiemy, a Wy dowiecie się niebawem. Serdecznie Was zachęcam do odwiedzania nas i do lektury, która będzie niebanalna, czasem prozdrowotna, czasem kulinarna, a czasem intrygująca.

Do przeczytania!

Kasia Ogrodzińska-Skałba

Zmieńmy razem świat herbaty!

Zmienić sposób, w jaki ludzie postrzegają herbatę i pokazać jej autentyczną stronę? Czy to nie nazbyt ambitne zadanie w świecie, w którym dominują herbaty przemysłowe? Uznaliśmy, że nie. 

Nasz projekt dojrzewał przez lata. Najpierw zakochaliśmy się w herbacie i innych naparach z ekologicznych upraw. Zobaczyliśmy, że mogą smakować i inaczej i nieść w sobie bliskie nam wartości. Później zamarzyła nam się własna manufaktura, w której moglibyśmy pójść o krok dalej i tworzyć blendy w pełni kraftowe, ze składników pochodzących od małych, rodzinnych producentów bez dodatku aromatów, szczelnie zamknięte i w biodegradowalnych opakowaniach. 

Niełatwe początki

Początki nie były łatwe, bo wbrew pozorom stawianie na rynku herbaty na autentyczność i prostotę, nie jest prostą sprawą. Niewielu producentów i dostawców gotowych jest na pełną transparentność odnośnie surowców. To przemysłowa produkcja wyznacza dziś standardy, nie kraftowe podejście, które zdążyło już zmienić rynek piwa czy kawy, ale na polu herbaty wciąż jest niszą.

Wiele się napracowaliśmy, by ostatecznie, bez kompromisów, stworzyć blendy, jakich jeszcze Polsce nie było. Nasze liście uprawiane są fair – dla ludzi i fair dla Ziemi. Bycie fair często wymaga podejmowania odważnych decyzji. Zabraliśmy kolor, zabraliśmy aromat, zabraliśmy pestycydy, chemię i wszystko, co sztuczne. Pozostały piękne, prawdziwe, czyste produkty naszej Ziemi. Wyglądają, pachną i smakują autentycznie. Ich odpowiednie połączenie daje smak, zdrowie i satysfakcję z tego, co pijemy. Nasze blendy są tworzone ręcznie, a następnie pakowane próżniowo w specjalne, biodegradowalne opakowania. Nadaliśmy im ciekawy, nowoczesny wygląd, zachęcając do ich ponownego wykorzystania. 

Po pierwsze: wiedza

Jesteśmy małą, polską manufakturą, ale wierzymy, że uda nam się przetrzeć nowe, rzemieślnicze szlaki na rynku zdominowanym przez produkty przemysłowe i dystrybutorów sprzedających herbatę luzem, bez szczelnych opakowań. Intuicja podpowiada nam, że autentyczne smaki i edukacja są w stanie zrobić cuda. Zapraszamy na nasz blog, gdzie będziemy dzielić się z Wami naszym doświadczeniem. Przez te wszystkie lata, kiedy powstawało BH&T, zrozumieliśmy, że wiedza jest kluczem do czerpania przyjemności z jej picia. 

Teraz chcemy się nią z Wami dzielić. Jesteśmy przekonani, że zmiana kultury picia herbaty i blendów może się zmienić. Świadomość tego, czym różnią się produkty masowe od rzemieślniczych, sprawia, że poszukujemy autentycznych smaków i produktów, że otwieramy się na to, co naturalne i zdrowe. Ten proces trwa dzisiaj w wielu obszarach; pora, by na dobre rozkręcił się w świecie herbaty.

Dzień bez foliowych opakowań

Cieszymy się, że możemy dorzucić na tę okazję nasze trzy grosze.🌍💚 Nie lubimy plastiku, więc długo szukaliśmy ekologicznego opakowania dla naszych herbat. Prób było wiele. Nie każdy ekopapier był na tyle szczelny, aby wytrzymać próżniowe pakowanie, czy zgrzewanie. Jestem mega szczęśliwa, że w końcu się udało 🙂 Nasz papier posiada certyfikat FSC, czyli jest pozyskiwany z drewna przy zachowaniu żywotności lasów oraz ich bogactw biologicznych. Natomiast wewnętrzny laminat pochodzi ze skrobi ziemniaczanej lub kukurydzianej bez GMO. Całe opakowanie jest w 100 % biodegradowalne. Można spokojnie wyrzucić je do pojemnika na odpady BIO. Zachęcamy również do ponownego wykorzystania głównego opakowania. Już niebawem wprowadzimy nasz najnowszy projekt, który znacznie ograniczy ilość bio odpadów.

na tej stronie używamy Ciasteczek aby zaoferować ci pełne możliwości naszego serwisu. Zaakceptuj klikając "Akceptuję".