Nasza historia

Biznes wywróżony z fusów

Cześć, jestem Kasia i opowiem Ci o tym, jak stworzyłam markę, w której codziennie powstaje wyjątkowa kraftowa herbata. Herbata jest moją pasją, a wszystko zaczęło się w kraju, który jak żaden inny na świecie, kocha ją tak samo jak ja.

W rytmie five o’clock

Można powiedzieć, że moje dzisiejsze życie miało swój początek w Anglii. Tam uczyłam się w szkole dla higienistek stomatologicznych, tam przyszła na świat Mia, córka moja i Michała, którego poznałam jeszcze w liceum i z którym razem wyjechaliśmy na Wyspy. I tam nauczyłam się pić herbatę, bo to napój w Anglii wszechobecny i niemal obowiązkowy.

Wiodło nam się dobrze, pracowałam jako higienistka w gabinecie stomatologicznym i bardzo lubiłam to zajęcie. Ale kiedy Mia miała dwa lata, postanowiliśmy zmienić nasze życie i wrócić do Polski.

Nie pytajcie, dlaczego. Czasem przychodzi taki impuls. Nasz dotychczasowy świat wywrócił się do góry nogami. Po powrocie nic już nie było takie samo, nawet my. Jedyne, co pozostało niezmienne, to nasza wywieziona z Anglii miłość do herbaty…

Nasza historia obraz 853x1024small

Obraz z fusów

Jeszcze wcześniej moją pasją stało się zdrowe odżywianie. Planowałam nawet w Polsce skończyć studia w tym kierunku, ale polskie uczelnie miały problemy z moim angielskim dyplomem. Jestem perfekcjonistką, więc nie chciałam tego robić byle jak, np. na jakimś szybkim kursie. Dlatego w końcu z dietetyką jako nauką dałam sobie spokój, a zajęłam się nią w praktyce. Zaczęłam testować zdrowe odżywianie każdego dnia na sobie i swojej rodzinie. Podobno wychodzi mi to całkiem nieźle i mam z tego ogromną satysfakcję.

Wciąż jednak nie znajdowałam swojego zawodowego miejsca tu, w kraju. Ale głowie ciągle coś się snuło. Trochę jak parująca herbata, uwalniająca to, co w niej najlepsze. Zdrowe odżywianie… dietetyka… herbata… herbata… zdrowa herbata… I nagle pewnego dnia, przy kubku – a jakże! – herbaty, którą sama sobie zmieszałam, przyszło olśnienie. Jakby wszystko się nagle poukładało w spójny, kompletny obraz. Można powiedzieć, że herbaciany biznes wywróżyłam sobie z fusów!

Miłość do herbaty, pasja do zdrowego odżywiania, nawyki z mojej pracy, w której trzeba było dbać o sterylne warunki, absolutną czystość w gabinecie i ciągłą dezynfekcję – wszystko to ułożyło się w tych fusach w obraz mojej własnej firmy, w której każdego dnia opracowuję własne, zdrowe, aromatyczne blendy herbat z całego świata. 

Kraftowa – nie masowa

Moje własne blendy to był też trochę wyraz buntu. Buntu wobec tego, czym raczą nas dzisiaj nie tylko duże herbaciane koncerny, ale też mniejsze firmy: masowości, bylejakości i zalewaniu rynku czymś, co niewiele ma wspólnego z prawdziwą herbatą. Moją odpowiedzią na to jest herbata kraftowa, czyli taka, której na każdym etapie towarzyszy rzemieślnicze podejście.

Po pierwsze, jej składniki pochodzą od sprawdzonych farmerów, którzy stosują ekologiczną uprawę, po drugie, jest mieszana i pakowana ręcznie, po trzecie wreszcie ciągle sama testuję, sprawdzam, próbuję i eksperymentuję, by znaleźć satysfakcjonujący profil smakowy.

Myślę, że ta ciągła zmiana i niekończące się dążenie do perfekcji jest przede wszystkim tym, co odróżnia produkt masowy od kraftowego. Niebezosobowa produkcja, wymagająca wyspecjalizowanych umiejętności, szczegółowego dbania o każdy jej etap. Wtedy mamy pewność, że produkt jest autentyczny, najwyższej jakości.

Nasza historia o nas1small

Falstart i nauczka na przyszłość

Moja historia pokazuje, że taki bunt naprawdę ma sens i jest bardzo potrzebny. Początkowo miałam bowiem produkować zupełnie inne herbaty… Wszystko było już na ostatniej prostej do uruchomienia całej machiny i rozpoczęcia sprzedaży. Włożyłam w to mnóstwo czasu i energii. Coś mnie jednak tknęło… Przed złożeniem mojego pierwszego dużego zamówienia zaczęłam dopytywać dostawców o bardzo dokładne składy takich już gotowych mieszanek, które oferowali. Okazało się, że za ich „wyjątkowy” smak odpowiada aromat. Nazywali go naturalnym, bo składowe, z których jest wytwarzany, pochodzą z natury. Tyle że są to po prostu różne mieszane w laboratorium substytuty, w tym produkty odzwierzęce, tak aby połączone ze sobą dały określony aromat. Co jest w środku? Dokładnie nie wiem, ale wiem, że tak aromatyzowane herbaty pite regularnie mogą nawet wywoływać reakcje alergiczne. Wtedy nie miałam jeszcze pojęcia, że tak to wygląda. Nie spodobało mi się to i nie chciałam być tego częścią. Także dlatego, że bliskie mi są wartości wegańskie, bo sama jestem weganką.

To była niezła nauczka. Zrozumiałam, że jeśli chcę pić coś dobrego i wartościowego, to muszę to zrobić sama. Postanowiłam zacząć wszystko od początku, po mojemu. Dziś dokładnie wiem, co jest w moich blendach, skąd pochodzi każdy surowiec, wiem nawet, jak wyglądają niektórzy plantatorzy! Jestem pewna jakości i autentyczności. Mogę śmiało napoić swoimi herbatami moją córkę. To dla mnie wyznacznik jakości.

Nasza historia DSC 1871

Herbata jako wielobarwna abstrakcja

Wymyślając blendy mam czasem wrażenie, że tworzę w mojej wyobraźni obrazy, abstrakcje – wielobarwne, o różnych strukturach, układające się w różne kształty.

Stąd zrodził się pomysł, żeby nazwać mieszanki imionami kobiet, malarek z różnych stron świata, których dzieła warto dziś przybliżyć, także ze względu na ich bezkompromisowość. Realizowaliśmy ten pomysł przez wiele miesięcy.

Dziś pijąc Ike możemy myśleć o twórczości Ike Gyokuran, wybitnej, XVIII-wiecznej japońskiej malarki, kaligrafki i poetki tworzącą w okresie Edo, a smakując naszą nowość, Clea, można kontemplować wyjątkowe obrazy egipskiej XX-wiecznej malarki Clei Badaro.

Prosty wybór

Dziś cieszę się, że społeczność Brown House &Tea rośnie, ale moje początki – jak widzicie – wcale nie były łatwe. Poza tym Polska jest w czołówce, jeśli chodzi o ilość wypijanej herbaty, i przeganiamy w tym nawet Chińczyków. Szkoda, że wiele z tych napojów z prawdziwą herbatą ma niewiele wspólnego. Konkurowanie z torebką „herbaty” nie jest sprawą prostą. Tamtą wrzucasz, zalewasz i wypijasz. Moja herbata wymaga trochę więcej czasu i uwagi. Tamta jest tania, momentami wręcz niewiarygodnie. Moja ma swoją cenę, bo jakość musi kosztować. Tyle że tamta nigdy nie da nam tego, co daje moja prawdziwa kraftowa herbata, przemyślany blend naturalnych liści i przypraw z organicznych upraw. To taki wybór jak między wiecznym pędem a powolnym smakowaniem życia. Dla mnie to wybór bardzo prosty.

Kasia Ogrodzińska-Skałba